Łobuzerski urok życia i sama esencja spijana przez słomkę. Euforia, cuda na kiju, poemaciątka skrobane chyłkiem na plecach współpasażerów. Wisienki na torcie, pięć dych odkryte w tylnej kieszeni spodni z lumpeksu. Spacer w kaloszach, podróż życia do pracy, przyjaciele zaklęci w słuchawkę od samego rana. Mgnienia olśnienia.
Myślę o przeprowadzce na nową stronę o takiej tematyce.